|
|
|
sobota 19 sierpnia 2006
|
|
Puławy, pociągiem do Motycza, Kozubszczyzna, Motycz, Motycz-Józefin, Płouszewice Kolonia, Płouszewice, Dąbrowica, Wola Sławińska, Lublin, Marysin, Kolonia Snopków, Jakubowice, Dys, Rudka Kozłowiecka, Kozłowiecki Park Krajobrazowy, Dąbrówka, Kozłówka, Gospodarstwo Rybackie w Samoklęskach, Syry, Amelin, Wola Przybysławska, Markuszów, Łany, Kaleń, Płonki, Olesin, Kurów, Brzozowa Gać, Chrząchów, Witowice, Końskowola, Puławy
|
|
Dystans: 103,6 km
Start: 7:30
Meta: 20:27
Czas trwania wycieczki: 12 godz. 57 min.
Czas jazdy rowerem: 7 godz. 14 min.
|
|
Od naszego ostatniego rowerowania minęło już przeszło dwa tygodnie i dlatego dzisiaj, chociaż niebo jest szare a prognoza pogoody niezybyt zachęcająca, to jednak postanawiamy, że pojedziemy. Pociąg do Lubina odjeżdża o godz. 8.06. Bilet dla dwojga ludzi i dwóch rowerów składa się z trzech zielonych karteczek i kosztuje 21 zł. Wysiadamy w Kozubszczyźnie (stacja PKP Motycz) i ruszamy na północ. Jadąc asfaltową szosą pokonujemy kilka wzniesień. W Motyczu przejeżdżamy koło zabytkowego dworku Kaczorowskich a zaraz potem mijamy Hotel "Jedlina" usytuowany na zboczu góry po prawej stronie. Po pokonaniu kolejnego podjazdu skręcamy w prawo w drogę szutrową. Od tego miejsca, aż do Lublina poruszamy się zgodnie z oznakowaniem czerwonego szlaku rowerowego. W Płouszowicach przecinamy szosę Nałęczów-Lublin, przejeżdżamy przez mostek na Czechówce i zatrzymujemy się na chwilę przy tablicy z mapką szlaku. Dalej jedziemy wąską, asfaltową szosą, zgodnie z biegiem Czechówki, której brzegi porastają kwitnące na różowo, wysokie kwiaty. W Dąbrowicy przejeżdżamy przez następny most na Czechówce. Tuż za nim skręcamy w lewo. Podziwiamy stojący na szczycie niewielkiego wzniesienia potężny gmach Domu Rekolekcyjnego "Spotkania" lubelskiej Caritas. Jedziemy drogą szutrową omijając kałuże pozostałe po ostatnich deszczach. Mijamy kościół Narodzenia NMP i cmentarz. W Woli Sławińskiej przejeżdżamy obok stawu z wysepką pośrodku, na której ktoś zbudował sobie mały, letniskowy domek. Zastanawiając się czy fajnie byłoby spędzić kilka dni w takim domku dojeżdżamy do ogrodzenia Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie. Prowadzimy rowery pod górę brukowaną ulicą, która doprowadza nas do parkingu przed wejściem do skansenu. Zwiedzanie odkładamy na następny raz. Dzisiaj niebo jest szare i pewnie fotki nie byłyby zbyt udane. Ulicą Zbożową dojeżdżamy do Sławinkowskiej i skręcamy w lewo. Teraz prowadzą nas znaki niebieskiego szlaku turystycznego - "Doliną Ciemięgi". Przed tablicą z napisem "Marysin" skręcamy w prawo a po około 500 metrach w lewo. Mijamy pomnik poświęcony partyzantom i mieszkańcom Marysina "poległym w walce z niemieckim okupantem dnia 2 lutego 1944". Dalej nawierzchnia jest raz gorsza raz lepsza ale daje się jechać. W ten sposób docieramy do Kolonii Snopków. Skręcamy w prawo i dalej jedziemy zgodnie z biegiem rzeczki Ciemięgi aż do kościoła św. Siostry Faustyny w Jakubowicach Konińskich. Właśnie trwają tu prace przy budowie (remoncie?) murowanego ogrodzenia. Zatrzymujemy się na parkingu, żeby zrobić fotkę i popatrzeć na mapę. Przejeżdżamy przez most na Ciemiędzę. Na wzgórzu po lewej stronie znajduje się Hotel "Dwór Anna" usytuowany w "gotycko-renesansowej budowli rezydencyjnej" z pierwszej połowy XV wieku. Przy tablicy zapraszającej do odwiedzin skręcamy w prawo. Jakiś starszy pan robi siku stojąc dokładnie na środku drogi. Moja ciekawska żona pyta go, czy nie wstydzi się robić tego w takim miejscu. Pan odpowiada pytaniem na pytanie: "A skąd ja miałem wiedzieć, że pani będzie tędy jechać?". Jedziemy brzegiem Ciemięgi. Mijamy staw i jakiś stary, wysoki budynek, chyba młyn wodny. Podziwiamy imponujące, lessowe skarpy po lewej stronie. Wyglądają tak, jakby zaraz miały się osunąć na szosę, po której jedziemy. Dojeżdżamy do miejscowości Dys. Skręcamy w prawo a potem przy starym młynie w lewo. Zatrzymujemy się przy sklepie. Trzeba kupić nową butelkę wody. Moja ukochana żona wchodzi do środka a ja stoję, patrzę na malowniczy staw i po raz kolejny żałuję, że dzisiaj nie świeci słońce. Spod sklepu ruszamy pod górę, na której szczycie, przy przydrożnym krzyżu skręcamy w prawo. Mijamy zabudowania, dojeżdżamy do skrzyżowania i skręcamy w lewo. Teraz prosto na północ. Zatrzymujemy się przy olbrzymiej topoli rosnącej na rozstaju. Jest południe. Pora na mały posiłek. Wieje silny wiatr. Rozwiewa chmury i wreszcie pokazuje się słońce. Robi się widniej i weselej. Jedziemy dalej na północ. Mijamy Wólkę Kozłowiecką i przecinamy szosę Garbów-Niemce. Jeszcze kilkaset metrów i jesteśmy w lesie, na terenie Kozłowieckiego Parku Krajobrazowego. Jedziemy leśną drogą rozglądajc się za znakami czerwonego szlaku pieszego, które według naszej mapy powinny się tu znajdować ale jakoś nie udaje nam się ich wypatrzeć. Dojeżdżamy do asfaltowej szosy i skręcamy w lewo. Jedziemy na zachód, aż do miejsca oznaczonego na mapie jako "Stary tartak". Na brzegu małego stawu spotykamy sympatyczne, rowerowe małżeństowo z Lublina. Ona ma kosz pełen dorodnych podgrzybków i prawdziwków przytwierdzony do bagażnika a on starą, bardzo wysłużoną, wojskową mapę, na której pokazuje nam różne warianty dalszej drogi do Kozłówki. Wybieramy tę, która najpierw prowadzi nad staw hodowlany Nadleśnictwa Lubartów - "Gaj. Rybakówka Stróżek". Ładne, ciche miejsce. To znaczy byłoby ciche, gdyby pan leśnik nie kosił akurat trawy spalinową kosiarką. Na szczęście zaraz kończy. Możemy postać w spokoju, popatrzeć na wodę i posłuchać szumu wody przlewającej się przez śluzę. Stąd do Kozłówki jest już tylko kilka kilometrów. Leśną drogą do Dąbrówki i dalej asfaltem aż do bramy strzegącej wejścia na pałacowy dziedziniec. Rowery musimy zostawić na parkingu. Okazuje się, że zapomnieliśmy wziąć zamknięcie ale pani parkingowa jest na to przygotowana i wydaje nam dwa zielone, nowiutkie zamknięcia zaopatrzone w numerki przytwierdzone do kluczy. Na dodatek jest tak uprzejma, że pozwala nam zostawić w swojej ciasnej budce nasze skawy na przechowanie. Wejście na teren pałacowego dziedzińca kosztuje tylko dwa złote. Za to, za zwiedzanie wnętrz płacimy dwa razy po 15 złotych. Po pałacowych komnatach oprowadza nas pani ubrana w długą, stylową suknię. Widać, że bardzo się stara, żeby nie wydało się, że tak naprawdę, jest robotem odtwarzającym z taśmy nagrany tekst. Mam ochotę zajrzeć jej pod sukienkę i zobaczyć jak wygląda kluczyk, którym się ją nakręca. Kiedy wracamy na parking po nasze rowery, dochodzi już wpół do piątej. Trzeba się śpieszyć, bo do przejechania mamy jeszcze ładny kawałek. Trochę szkoda, że nie mamy już czasu, ponieważ na trawniku przy budce pani parkingowej rosną wiśnie. Są już bardzo dojrzałe i słodkie. Płacę złotówkę za jeden rower, bo okazuje się, że parkowanie drugiego i przechowanie sakw było gratis. Uszczęśliwieni ruszamy w stronę domu. Jedziemy niebieskim szlakiem, polną drogą na południowy-zachód. Zatrzymujemy się na brzegu stawu należącego do Gospodarstwa Rybackiego w Samoklęskach. Zjadamy ostatnie kanapki. Chwila odpoczynku i dalej w drogę. Szosę Kamionka-Garbów przecinamy w miejscu, w którym stoi pomnik żołnierzy poległych w czasie II Wojny Światowej. Mijamy Amelin i wjeżdżamy do lasu. Jest bardzo mokro. Co chwilę trzeba zsiadać z roweru i przepychać się skrajem zarośli, żeby ominąć zagłębienia wypełnione wodą. Moja dzielna żona znosi to wszystko mężnie i w ogóle nie narzeka. Wreszcie docieramy jakoś do Woli Przybysławskiej. Dalej jest już trochę łatwiej. W Markuszowie chcemy napić się zimnej coli. Jednak tutaj, ku naszemu zdziwieniu, jest to twar deficytowy. Udaje się dopiero w trzecim odwiedzonym sklepie, tym naprzeciwko pomnika Jana Pocka. Chciałbym odwiedzić Pana Trenera i przetestować mu wnuczka ale słońce jest już bardzo nisko, niedługo zacznie się ściemniać. Skręcamy w lewo, w ulicę Kościelną a za kościołem św. Józefa w prawo. Mijamy Łany, Kaleń i Płonki. Do Kurowa wjeżdżamy przez Olesin. Do Puław pojedziemy przez Chrząchów i Końskowolę, żeby uniknąć niebezpiecznej szosy nr 12. Kiedy przejeżdżamy przez wiadukt nad torami, jest już całkiem ciemno. Przed myjnią na Lubelskiej stoi Remek ze swoim szwagrem. Dzisiaj jest sobota.
|
|
Dojeżdżamy do Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie.
|
|
Jedziemy wzdłuż ogrodzenia, aż do parkingu przy Alei Warszawskiej.
|
|
Marysin - "Żołnierzom Armii Krajowej z oddziału partyzanckiego Szarugi i mieszkańcom Marysina poległym w walce z niemieckim okupantem dnia 2 maja 1944 - koledzy i społeczeństwo Marysina".
|
|
Jakubowice Konińskie - kościół parafialny pw. św. Siostry Faustyny.
|
|
Dys - stary młyn nad stawem.
|
|
Jedziemy przez las znajdujący się na terenie Kozłowieckiego Parku Krajobrazowego.
|
|
Stary Tartak - tu spotkaliśmy sympatyczne, rowerowe małżeństwo z Lublina.
|
|
Staw Stróżek.
|
|
Dąbrówka - przydrożna kapliczka.
|
|
Pałac Zamoyskich w Kozłówce.
|
|
Pałacowy dziedziniec.
|
|
Pałacowa kaplica.
|
|
Kopalnia w Amelinie.
|
|
77 zdjęć w rozdzielczości 800 x 600
|
|
Komentarze (są widoczne po zaakceptowaniu przez administratora)
dnia 14.01.2007 o godzinie 17.02 z IP=87.207.247.67 napisał(a): troche malo fotek z dysa i jakubowic :/ ale naprawde fajna stronka :) pozdroofki :) dnia 14.01.2007 o godzinie 17.03 z IP=87.207.247.67 napisał(a): zapomnialem o czyms:) pozdrawia Świerszczo |
|
|
|
|
Puławy
|
godz. 6:00 temp. 9.6°C ciśnienie 1002 hPa wiatr 9 km/h wilgotność 92% | godz. 5:00 temp. 9.9°C ciśnienie 1003 hPa wiatr 9.36 km/h wilgotność 91% | godz. 4:00 temp. 10.2°C ciśnienie 1003 hPa wiatr 5.4 km/h wilgotność 90% |
|
|
Kazimierz Dolny
|
|
|