|
Krasne Krzywe, Piaseczno, Rozpłucie-Grabów, Załucze Stare, Ścieżka dydaktyczna "Spławy", Jezioro Łukie, Zawadówka, Wola Wereszczyńska, Ścieżka dydaktyczna "Dąb Dominik", Jezioro Moszne, Łomnica, Lejno, Zamłyniec, Jezioro Zagłębocze, Krasne Krzywe
|
|
Do Piaseczna dojeżdżamy dobrze znaną nam drogą przez las i pola. Na asfalt powracamy w okolicy wysokiego, stalowego masztu i kierujemy się w prawo. Rozpłucie-Grabów i skrzyżowanie, na którym skręcamy w lewo. Przejeżdżamy koło kaplicy pw. św. Jana Chrzciciela, w której właśnie odprawiana jest msza. Dużo odświętnie ubranych ludzi, stoją nawet na szosie. Przemykamy cichutko, żeby nie przeszkadzać - fotkę zrobię innym razem. Asfaltowa droga rozdziela się na dwie eleganckie "żwirówki". Ta w lewo prowadzi przez Jagodno nad Jezioro Zagłębocze. My jedziemy w prawo. Chcemy jechać do Załucza Starego ale na następnym rozwidleniu mylimy dróżki i dojeżdżamy do "Punktu Kopulacyjnego Dla Klaczy" w Jagodnie. Zawracamy na właściwą drogę, przejeżdżamy przez mostek nad jakimś rowem czy strumykiem i za chwilę jesteśmy w Załuczu na asfaltowej szosie. Jedziemy w kierunku Urszulina. Zatrzymujemy się przy kamiennym obelisku upamiętniającym śmierć partyzantów zamordowanych przez agentów NKWD w lutym 1944 roku. Jeszcze kawałek i docieramy do Muzeum Poleskiego Parku Narodowego. Odpoczywamy na ławce ustawionej w trawie naprzeciwko. Przed nami Ścieżka Dydaktyczna "Spławy". Żeby do niej dojechać, musimy zawrócić, przejechać jakieś 800 metrów i skręcić w prawo, w drogę gruntową przez łąki. Ścieżka początkowo biegnie wzdłuż brzegu mocno zarośniętego strumienia. Po prawej mamy bardzo kolorowe, kwitnące i pachnące łąki. Później wjeżdżamy na wąską i krętą, drewnianą kładkę prowadzącą przez torfowisko i zabagniony, brzozowy zagajnik na brzeg Jeziora Łukie. Trasę urozmaicają spotykane co rusz wąskie drewniane mostki. Fajna jazda, tylko trzeba bardzo uważać, żeby nie spaść z kładki bo rosną tu licznie mięsożerne rośliny takie jak aldrowanada pęcherzykowata, tłustosz pospolity dwubarwny oraz różne gatunki rosiczki i pływacza. Bywały nawet podobno takie przypadki, że nieostrożni turyści tracili tu nogę albo dwie i do domu musieli wracać o kulach wystruganych naprędce z leszczynowych patyków. Nie bacząc na czyhające dookoła niebezpieczeństwa moja dzielna żona pomyka po drewnianych deszczułkach kładki nie zwalniając ani trochę. Podążam za nią z duszą na ramieniu, robiąc dobrą minę do złej gry. Nie boję się oczywiście o siebie, tylko o moją ukochaną żonę a najbardziej o jej smukłe, opalone nogi. Jak wyglądałoby nasze dalsze pożycie gdyby zeżarło je jakieś badyle?! W myślach przypominam sobie szybko wszystkie zapamiętane z wojska ciosy i chwyty samoobronne. W kieszeni prawej sakwy mam odziedziczony po teściu, radziecki scyzoryk. Jakoś to będzie. Po kilku kilometrach ścieżka doprowadza nas do ładnie urządzonego miejsca na wypoczynek, wyposażonego w zadaszone stoły i palenisko. Jest nawet trochę nazbieranego drewna i patyki do pieczenia kiełbasek. Kolejną atrakcją jest wychdzący na Jezioro Łukie długi, solidny, drewniany pomost. Wjeżdżamy tam rowerami. Kwitną białe lilie wodne i jakieś inne, drobne białe kwiaty. Odpoczywamy rozglądając się dookoła po czym ruszamy w dalszą drogę. Opuszaczamy ścieżkę "Spławy" wychwalając pod niebiosa jej pomysłodawców i budowniczych. Naprawdę warto odwiedzić to miejsce - polecamy wszyskim, którzy znajdą się w tamtych stronach. Z lasu wyjeżdżamy pomiędzy zabudowania wsi Zawadówka. Trochę zbaczamy z drogi, żeby sfotografować znajdujący się tam stary, drewniany, zrujnowany wiatrak. Z Zawadówki jedziemy do Woli Wereszczyńskiej. Przymusowy postój w cieniu przydrożnych drzew. Dzisiaj jest Boże Ciało i przed kościołem odbywa się świąteczna procesja. Nie ma jak przejechać dalej. Czekamy, czekamy ale końca uroczystości nie widać. Postanawiamy objechać kościół i szosę dookoła. Skręcamy w prawo potem w lewo i jakąś polną drogą dojeżdżamy do szosy z Urszulina do Sosnowicy. Możemy jechać dalej. Zatrzymujemy się przed sklepem, tym samym, przed którym w zeszłym roku schowaliśmy się z Piranią przed deszczem, który nie padał. Jemy lody "Olek". Zatrzymuje się samochód, z którego wysiada starszy facet z dwoma dziewczynami. Kupuje sobie Perłę Chmielową, siada na ławce przy płocie i zaczyna pić. Chyba mu nie smakuje, bo proponuje, żeby to co mu zostało w butelce wypiła jedna dziewczyn. Ona jednak woli lody. Odjeżdżamy. Przed Łomnicą skręcamy w prawo, do lasu, na ścieżkę dydaktyczną "Dąb Dominik". Tu też jest drewniany pomost na bagnach, po którym dojeżdżamy do Jeziora Moszne. Odpoczywamy podziwiając białe lilie wodne. Wracamy. Przez Łomnicę, Lejno i Zamłyniec dojeżdżamy nad Jezioro Zagłębocze. Mamy zamiar coś zjeść u pana Tadka ale nad Zagłęboczem tłumy a w barze kolejka. Zmykamy "do siebie". W "Dragonie" są pierogi mięsne ze skwarkami po 8 zł za porcję. Do tego zimne Tyskie "z kija". Może być, może być.
|