|
Puławy, Bałtów, Borysów, Rezerwat Piskory, PKP Gołąb, Puławy
|
|
Ciepło, słonecznie. Od przedwczoraj jestem na urlopie. Jedziemy ścieżką przez las do Zakładów Azotowych. Przejeżdżamy przez wiadukt nad torami kolejowymi. Zatrzymuję się, żeby zrobić zdjęcie. Będę miał pamiątkę. Już niedługo wiadukt zostanie rozebrany a w jego miejscu powstanie nowy, będący częścią budowanej właśnie obwodnicy Puław. Od Zakładów do Bałtowa jedziemy szlakiem rowerowym przez las. Wszędzie widać kwitnące akacje. W sklepie w Bałtowie kupujemy wodę i colę. Zaraz za sklepem, na betonowym słupie, zielona strzałka szlaku turystycznego zachęca, żeby skręcić w lewo. Czemu nie? Przekonamy się dokąd nas zaprowadzi. Przejeżdżamy koło stawu, na którego brzegach usadowili się wędkarze. To było ulubione miejsce Leszka K. Często tu przyjeżdżał. Dalej droga zakręca w prawo i w końcu dojeżdżamy do asfaltowej szosy, a potem do Borysowa. Tu skręcamy w lewo. Na końcu wsi zjeżdżamy z górki i zatrzymujemy się przed tablicą z mapą i opisem ścieżki dydaktycznej do rezerwatu Piskory. Pojedziemy tą oznaczoną na czerwono, okrążającą jezioro od północy. Najpierw kawałek przez las a potem w prawo, wzdłuż strumienia, który chociaż jest bardzo mały, to nazywa się Wielki Pioter. Po obu stronach zielone łąki z bordowymi plamami kwitnącego szczawiu. Gdzieniegdzie kępki żółtych, różowych, białych i fioletowych kwiatków. Zapach akacji miesza sie z zapachem świeżo skoszonego siana. Zapatrzeni i zawąchani, gubimy biało-czerwone znaki dydaktycznej ścieżki. Przeoczyliśmy miejsce, w którym należało przejść na drugą stronę strumyka. Natrafiamy za to na zielony szlak turystyczny. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Szlak prowadzi nas przez las, do pomnika upamiętniającego bitwę stoczoną z wojskami carskimi w czasie powstania styczniowego w 1863 roku. Wygląda, że to już jest koniec zielongo szlaku. Dalej jest już tylko ruchliwa szosa Lublin - Warszawa. Trzeba wracać. Najpierw przez las, potem przez łąki. Odnajdujemy betonową kładkę nad Wielkim Piotrem i słupek z oznakowaniem ścieżki dydaktycznej. Znowu wjeżdżamy do lasu. Zaraz na początku zatrzymujemy się przy potężnym dębie - pomniku przyrody. Ma bardzo gruby pień. Chyba nawet grubszy od mojej ukochanej żony. Kilka fotek i jedziemy dalej. Droga dobrze oznaczona, nie można zabłądzić. Najpierw szeroka przez las a potem węższa, brzegiem bagien otaczających jezioro Piskory. Kwitną żółte lilie ale poganiają nas złośliwe, gryzące muchy i nie pozawalają się zatrzymać. Szkoda - mógłbym zrobić jakieś fajne zdjęcia. Wreszcie leśna wydma i dobrze znane nam miejsce z pomostem widokowym nad Piskorami. Odpoczynek. Dalej już prosto, łatwo i przyjemnie. Jeszcze tylko kawałeczek lasem, poterm ścieżką przez Łąki Bonowskie i dalej szosą. Najpierw do przejazdu kolejowego przed Gołębiem a następnie wzdłuż torów aż do Puław. Wielu niedzielnych rowerzystów pomyka w przciwną stronę. Wśród nich Krysia B. z połyskującym na wypiętej piersi medalem, który otrzymała przedwczoraj z rąk prezydenta Miasta Puławy. Za zasługi dla rozwoju sportu czy coś w tym rodzaju. Popędziła tak szybko, że nawet nie zdążyłem jej pogratulować. W drodze do domu zajeżdżamy na dworzec PKP, żeby sprawdzić pociąg, którym mamy jechać we wtorek do Jaszczowa. Dobrze jest mieć urlop, dobrze jest mieć żonę.
|